Szykują się na Igrzyska. Wyjazd wbrew prawom ekonomii

Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pyeongchang zaczynają się za niecałe dwa tygodnie. Kibice pod sztandarem SKS “Jantar” Racot są już gotowi do wyjazdu i kibicowania naszym sportowcom.

Do Korei wyjeżdżają 8 lutego. Jest to już trzynasta podróż na Igrzyska, a szósta na zimowe. W tym roku, z przyczyn osobistych, nie pojedzie na nie Wojciech Ziemniak, a kierownikiem został wiceprezes “Jantara” Artur Opas. – Czy czuję stres? To mało powiedziane – śmieje się. Nikt jednak nie wątpi, że na pewno da sobie radę, tym bardziej, że nie jest to jego pierwszy wyjazd. W sumie do Pyeongchang pojedzie 21 osób.

W tej grupie znajdzie się m.in. dyrektor Domu Dziecka we Wschowie, Barbara Tlałka, która już dwunastokrotnie kibicowała naszym sportowcom na Igrzyskach. Raz nawet sprzedała swój samochód, “Malucha”, by móc pojechać do Atlanty w 1996 roku. – Dzięki temu miałam na bilet tam i z powrotem, więc nie żałuję tej decyzji – opowiada.

Wyjazd na Igrzyska Olimpijskie to ważne wydarzenie, zwłaszcza w życiu młodych ludzi. Jednym z najmłodszych uczestników wyjazdu jest 13-letni Oliwer Górny. – Wcześniej na olimpiadzie byli moi rodzice, potem siostra, potem jeden brat, ostatnio drugi, a teraz przyszła kolej na mnie – wyjaśnia. Do wyjazdu podchodzi spokojnie, ale ma nadzieję, że doświadczeni już członkowie rodziny udzielą mu kilku rad.

Drugi raz w takiej podróży uczestniczyć będzie Jakub Kaczmarek, absolwent racockiej szkoły. – Byłem na Igrzyskach w Rio. To daleki wyjazd, długi, ale za to zapewniający niezapomniane przeżycia, można też poznać zwyczaje innych ludzi, z odległych krajów – opowiada. Młodzi liczą głównie na medale skoczków narciarskich, ale mają nadzieje też na niespodzianki, więc szykują się na intensywne kibicowanie. – Mamy przygotowane flagi, trąbki, pompony i inne gadżety – dodaje Mikołaj Lutomski.

Uczestnicy wyjazdu na pewno obejrzą skoki narciarskie na skoczni normalnej, a także zawody biathlonowe kobiet, bo na te dyscypliny przygotowane mają już bilety. Już na miejscu będą decydować, na co jeszcze się wybrać. – Chcielibyśmy obejrzeć oczywiście wszystkich naszych zawodników, niestety ceny biletów są kosmiczne – wyjaśnia Artur Opas. Wyjazd na Igrzyska, zwłaszcza do odległych krajów jest bowiem bardzo kosztowny. – Jeździmy tak naprawdę wbrew prawom ekonomii – zaznacza Wojciech Ziemniak. Jak wyjaśnia, niektórzy mają dużo pieniędzy, ale nie mają pomysłu, by kibicować, a kibice z “Jantara” pomysł mają i jeżdżą mimo, że z funduszami u nich trochę gorzej, a bilety, zakwaterowanie, przelot samolotem, czy wyżywienie na miejscu to spore obciążenie dla budżetu.

Uczestnicy mimo, że często sami odkładają każdy grosz, by wziąć udział w tej wyjątkowej podróży, to nie zapominają jednak o innych, bo na Igrzyska zabierają ze sobą dzieci z domów dziecka. W tym roku będą to Wiktoria Frąckowiak z Domu Dziecka w Bodzewie i Kacper Merta z Domu Dziecka we Wschowie.

do Góry