Na facebookowym profilu Spotted Kościan ukazał się dziś wpis dotyczący kościańskiego Kolberga. Zawarto w nim wiele oskarżeń i negatywnych uwag, co do dofinansowania i prowadzenia szkoły. Uczniowie, według osoby piszącej, mieli mieć lekcje w zimnych salach, nauczyciele nieprzeszkoleni z obsługi nowych urządzeń, psycholog niedostępny, a w siłowni dziury w ścianach. Sprawdziliśmy więc, czy tak jest rzeczywiście.
Wpis pojawił się na facebooku po godzinie 12.30 i od razu wzbudził spore zainteresowanie internautów, co widać po komentarzach i reakcjach. Link do wpisu (bo nie śledzę Spotted na bieżąco) otrzymałem mniej-więcej 5 minut po jego opublikowaniu. Po wstępnym zignorowaniu sprawy, bo w końcu takich rzeczy ukazuje się trochę w internecie, uznałem, że należy to jednak sprawdzić. Stwierdziłem też, że należy działać szybko, bo w końcu większość z opisanych w poście zarzutów można w niedługim czasie rozwiązać, wizyta w szkole następnego dnia byłaby więc nieco bezcelowa. Zarzuty kierowane były w stronę burmistrza, skontaktowałem się więc z nim i udało się namówić go, by wraz ze mną odwiedził szkołę. W Kolbergu byliśmy po godzinie 14.00, więc niedługo po pojawieniu się wpisu. Byłem pod szkołą chwilę przed burmistrzem, więc podpytałem jeszcze uczniów, czy w salach jest zimno. Ci potwierdzili, że w niektórych tak, ale dotyczy to tylko kilku sal na drugim piętrze głównego budynku.
Po wejściu do szkoły pierwsze co rzuciło się w oczy, to stojące na korytarzu "piłkarzyki", które rzekomo miały stać i się kurzyć nieużywane. Rzeczywiście używane akurat nie były, no ale też w szkole było już niewielu uczniów. Po chwili z piętra zeszła dyrektor liceum, która pokazała zrobione wcześniej przy auli zdjęcie (gdzie również stoi stół do piłkarzyków), z grającą w nie młodzieżą. Z kolei pani z sekretariatu mówi, że piłkarzyki używane są często i nie ukrywa, że czasem przeszkadza jej to nawet w pracy.
Pani dyrektor o wpisie już wiedziała i przyznała, że nie spodziewała się takiego ataku i że ją bardzo zasmucił, bo oskarżenia te są nieprawdziwe. Bez problemu zabrała mnie i burmistrza na wycieczkę po szkole, pokazując po kolei klasy, w których uczy się młodzież. Przyznać trzeba, że na parterze w salach było gorąco. Nie jestem typem osoby, która lubi upały, więc i sale wydały mi się nieco zbyt nagrzane, no ale wszedłem też z zimnego dworu, pewnie dla uczniów temperatura była więc odpowiednia, tym bardziej że przecież siedzą na lekcjach niewiele się ruszając. W salach były termometry, te na parterze wskazywały około 23-24 stopnie Celsjusza. Na korytarzu było znacznie lepiej, bo trochę chłodniej, ale nadal ciepło, część uczniów chodziła w krótkim rękawie. Wystarczyłoby nam obejrzeć 2-3 sale, ale pani dyrektor postanowiła pokazać nam jak najwięcej.
Na piętrze było podobnie. W salach około 22 stopni. Pytani uczniowie odpowiadali, że jest im ciepło, ale nie ukrywali, że w salach na drugim piętrze potrafi być zimno, ale lekcje tam się nie odbywają. Trafiliśmy też na zajęcia z chemii (chyba, bo trudno spamiętać wszystkie informacje przekazywane podczas zwiedzania), które przeważnie odbywają się właśnie piętro wyżej, ale z powodu chłodu są przeniesione do cieplejszych sal. Po obejrzeniu klas na pierwszym piętrze udaliśmy się więc w końcu na drugie. Na korytarzu było przyjemnie chłodno, a kilka sal zostało zamkniętych i zajęcia przeniesione do innych właśnie z powodu chłodu. W jednej lekcje się odbywały, ale termometr wskazywał tam 20 stopni Celsjusza, co uwieczniłem na zdjęciu. Według mnie temperatura idealna. Wcześniej w sali w pobliżu odbywała się też próbna matura z fizyki, ale żeby uczniom było ciepło wstawiono tam dwa elektryczne grzejniki. Temperatury tu nie sprawdziłem, ale było tam tak ciepło, albo i nieco cieplej, niż w sali gdzie wspomniane 20 stopni. Na pewno nie można powiedzieć, że było zimno i na pewno nie było poniżej 18 stopni.
Warto też dodać, że podczas niemal wszystkich lekcji, które odbywały się w odwiedzanych przez nas salach, wykorzystywane były tablice multimedialne, interaktywne, czy jak tam się one nazywają. Nauczyciele chętnie pokazali mi też, jak można je obsługiwać, więc przeszkoleni raczej są, co było kolejnym zarzutem. Dyrektor podkreśliła także, że jeśli chodzi o pozostałe nowoczesne sprzęty, jak drony, aparaty i inne (wymienione we wpisie na Spotted), to kadra szkoły przeszła specjalistyczne szkolenie, bo bez tego nawet nie można by było z nich korzystać. Odwiedziliśmy też panią psycholog i była akurat dostępna, byliśmy też w siłowni, która również wyglądała bardzo dobrze, bez dziur w ścianach, ze sprzętem do ćwiczeń, stwierdzenie że zaplecze sportowo to ruina nie jest więc też raczej prawdziwe. Jedynie za prawdziwe uznać można słowa o braku funduszu, bo na pewno przydałoby się doinwestować placówkę, ale to można powiedzieć o każdej szkole, czy każdym przedszkolu.
Nie oszukujmy się, budynek liceum ma już swoje lata i nie wszystko będzie tu idealne, mankamenty zawsze się znajdą. Gdzieniegdzie okna będą przepuszczać zimno, miejscami ściany mogą obłazić z farby, podłoga w wielu salach wymaga cyklinowania, o elewacji już nie wspominając, ale sam uczęszczałem do tej szkoły 20 lat temu i warunki wtedy było na pewno gorsze... i nie przypominam sobie, żeby ktoś narzekał. Dziś młodzież ma pufy, stoliki, wspomniane wcześniej piłkarzyki, miejsca do wyciszenia, szafki i mnóstwo innych udogodnień.
Zdanie burmistrza i dyrektor:
- Trudno się zgodzić z zarzutami, że szkoła jest niedoinwestowana, bo na ile nas stać, na tyle finansujemy. W ubiegłym roku włożyliśmy prawie 200 tysięcy złotych w naprawę całej instalacji ściekowej w kuchni, bo szkoła była zalewana. Teraz przygotowujemy się do przetargu na wymianę stolarki okiennej, czyli naprawę tego, co powoduje, że mamy tylko warunkowe dopuszczenie użytkowania auli i sali gimnastycznej, a także jesteśmy na etapie konsultacji z konserwatorem zabytków i przygotowujemy projekt na zewnętrzną elewację przodu i bocznej ściany liceum. Będziemy to pchali do przodu, żeby liceum odzyskało swój blask, ale to zadanie na lata" - mówi burmistrz, Sławomir Kaczmarek. Warto tu jednak dodać, że miasto zrezygnowało z dofinansowania na termomodernizację Kolberga, ale o tym pisaliśmy TUTAJ.
- Codziennie jest monitorowana temperatura każdej sali lekcyjnej i tam, gdzie jest ona niewłaściwa, lekcje się nie odbywają. Widzieliśmy, że są uczniowie którzy przebywają w salach, a nawet na korytarzach z krótkimi rękawami. Wszystkie monitory interaktywne, które są w szkole są w pełni wykorzystywane podczas zajęć. Nauczyciele, którzy przygotowują zajęcia pozalekcyjne z tak zwanej "Cyfrowej Szkoły" brali udział w trzydniowych szkoleniach poza Kościanem. Rozpowszechniane informacje są nieprawdziwe i naruszają dobre imię wszystkich organów szkoły. Dalsze publikowanie pomówień może skutkować podjęciem kroków prawnych - podkreśla dyrektor Małgorzata Andersz.
Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że po prostu wszystko szybko ustawiono tak, by odeprzeć zarzuty, ale jeśli by się tak stało w tak krótkim czasie (około 1,5 godziny od opublikowania wpisu, a trzeba go jeszcze zauważyć, przeczytać i zareagować), to znaczy że zarządzenie placówką i radzenie sobie z sytuacjami kryzysowymi stoi na najwyższym poziomie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
1,5 godziny to sporo czasu na przygotowanie :) Ale pomijając fakt zimnych sal, w których nieraz siedziało się w kurtce. Co z problemami, które są zamiatane pod dywan, ponieważ liczy się dobre imię szkoły, o którym była mowa we wpisie na Facebooku?
Od rana, ponieważ zakładam że wpis miał miejsce po dyskomforcie siedzenia od godziny 8 w zimnej sali mogło być zimno do godziny 14 mogło się sporo zmienić. Sam kończyłem to liceum 4 lata temu i nauczyciele sami siedzieli w cieplejszych ubraniach. Przeszkoleni może i są co nie znaczy, że używają sprzętu (tablice interaktywne) który jest dostępny.
Nie mam pojęcia kogo zapytano o to, czy jest ciepło ale większość moich znajomych często trzęsła się z zimna, biegnąc do grzejników aby tylko się ogrzać (co za wiele nie dawało). Na drugim piętrze przyznają, że jest zimno ale to nie jest lekki chłód, a bardzo niskie temperatury. A na korytarzu nie wiem w jakim miejscu są 23 stopnie, bo pierwsze co czuć po wejściu do szkoły jest to, że znacznie cieplej od atmosfery na dworze to nie jest. Prawda jest taka, że nie da się wytrzymać przez te niskie temperatury co już widać po samej niskiej frekwencji, a zdecydowana większość rozmów wśrod uczniów dotyczyła tego jak bardzo nie da się wytrzymać przy tak niskich temperaturach. Gdyby nie było zimno to ten post na spotted by nie powstał.
Przez tyle lat nie znaleziono funduszy na odnowienie? Sala gimnastyczna i szatnie tak jak były kilka lat temu tak wyglądają do dziś
Dzień dobry, pozwolę się wypowiedzieć na ten temat jako uczeń tej szkoły. Nie będę kłamał w szkole szczególnie rano nie jest ciepło aczkolwiek szkoła nie zostaje bierna w tym temacie, lecz ocieplenie takiego budynku tym bardziej w tych temperaturach jest trudne. Nie ukrywam dużo z moich rówieśników miało dzisiaj już bielizny termoaktywne. Dyrektor chodził po salach i sprawdzał temperatury mimo tego na korytarzach wciąż doskwierał chłód. Podsumowując szkoła walczy z problemem zimna ale sam nie wiem czy skutecznie, moje osobiste zdanie na temat sytuacji przedstawionej jest takie że temperatura nie jest odpowiednia i potwierdza to ognisko grypy w szkole oraz frekwencja moich rówieśników.
Zimy zawsze w tym miejscu były odczuwalne, wiadomo, że jest to stary budynek, ale jednak nie jest usprawiedliwieniem, jeśli jest nim szkoła. Dyrekcja nie bardzo przejmuje się opinią uczniów i to od wielu lat. Myślę sobie, że jeśli tylu uczniów skarży się na zimno to raczej jest coś na rzeczy. Co prawda oczywiście widząc takie wpisy, które nie działają pozytywnie na wizerunek szkoły, placówka zareaguje wiedząc, że może spodziewać się gości - dziennikarzy. Mam nadzieję, że przestanie być robione wszystko na pokaz i w końcu szkoła zacznie działać jak należy i patrzeć na dobro swoje jak i uczniów a nie na to, gdzie będą znajdować się w rankingu. Bo niestety ale wiele uczniów ucierpiało na nich psychicznie.
Skończyłam kolberga w 2020 roku i szczerze nam było zawsze zimno w zimę. Ten kto siedział przy grzejnikach w zimie miał farta. Najczęściej nosiliśmy grubsze ubrania, swetry lub bluzy, kilka razy udało się przemycić kurtki i w nich posiedzieć, ale zaraz nauczyciel kazał je ściągnąć. Wszechobecne wietrzenie sali non stop (czasem dobrze bo w smrodzie nie dalo sie wysiedzieć, w szczegolnosci jesli bylismy po w-f, którym niekiedy zaczynaliśmy zajecia), czasem nawet podczas lekcji. (Co kończyło się zdziesiątkowaniem ludzi w klasie - tym bardziej w czasie covida) Dalej jeśli chodzi o znęcanie się psychiczne (jeśli chodzi o rówieśników, nie doswiadczyłam wiec sie nie wypowiem na temat działań szkoły w tym temacie) ale serdecznie nie polecam pani od niemieckiego (ci co chodzili to wiedzą), dorośli ludzie mdleli na jej lekcjach, cała moja klasa miała niezły strach, sama miałam kilka epizodów na jej zajęciach, ludzie wymiotowali przed zajęciami, albo zajadali stres i mimo iż Pani dyrektor sprawa była zgłaszana wielokrotnie (wszystko zamiecione pod dywan) jak szła ostra akcja z strony rodziców to zmiana nauczycielki od niemieckiego i ta Pani przechodziła na inną klasę, bo miała wyniki. Ona sama śmiała się że uczniowie się jej boją. Z tego co mi wiadomo (na 2 lata w tył bo miałam tam kuzynkę) Pani dalej uczy. Ciekawe czemu nikt o tym nie wspomniał? O I słowa w stylu najpierw zobacze jak potraficie i nie dopuszczę was do matury (a ostatecznie niezdanie z niemieckiego jeśli się z deklaracji maturalnej nie wycofasz) było na porządku dziennym. O i oczywiście przerabianie materiału rozszerzonego z niemieckiego na podstawie też nie należało do moich ulubionych (wiem że rozszerzenie, bo robiłam notatki i informacje znalazlam dopiero na forum studenckim, gdzie dziwiono sie ze cos takiego mam w liceum), a sprawdzianów często nie dało się zaliczyć za 1 razem. Przypomnę dzieci - późniejsi dorośli bo na koniec mieliśmy skończone 18 lat baliśmy się niemieckiego jak diabeł święconej wody. I często do np. Niemieckiego w środę praktycznie nie spaliśmy i wkuwalismy tylko po to by walnąć chociaż 2-3 byle nie 1 i kolejna poprawa, a po niemieckim w środę już dla nas był weekend i nie ważne że było full sprawdzianów i kartkówek to już był weekend. A jak jakiś rodzic o coś się zapytał, to ten Dzieciak miał cóż lekko mówiąc przerąbane, bo na każdych zajęciach był pytany, aż jej się nie znudziło i przeniosła się na kogoś innego. Gdy zgłaszaliśmy to wychowawczyni, albo innym nauczycielom, to rozkładali ręce i słyszeliśmy nie jest tak źle, musicie to przetrwać, inni dawali radę nie narzekajcie. Ale poza niemieckim mile wspominam całą resztę polski z Panią Kułakowską -ulubiona forma sprawdzania wiedzy wejściówka, historie z Panem Grupińskim, matematykę z Panem Kinalem, przyrodę z Panią Depczyńską i oczywiście debaty Oksfordzkie, In abstracto, kólko nauki łacińskiego czy języka migowego (stworzone na potrzeby uczniów- wycofane gdy frekfencja była zbyt niska, ale i tak bylo fajnie łac. Rosa pulchra est (róża jest piekna). Zajecia wyrownawcze, kazdego nauczyciela mozna było zagadac po lekcjach, czasem odsyłał do źrodeł, słuchał pomysłów, pozwalano nam prowadzić lekcje, dyskusje itp. ( Nawet czasem w ramach lekcji gdy robilismy prezentację przynosilismy własne wypieki i tlumaczylismy np. Jakie zwiazki tam zachodzą (chemia) albo jedzenie zwiazane z tradycją omawiane na danej lekcji) Mam nadzieje ze ścianka śpiochów dalej istnieje w sali od historii, bo było to naprawdę zabawne. Pan Grupiński naprawdę świetnie prowadził zajecia, dynamicznie, wiele przykładow i czesto nawet zmuszając nas do samodzielnego wpadania na dane rzeczy. Poza tym w szkole działa też pomoc dla biedniejszych uczniów. Na rozpoczęcie półrocza na temte czasy było 300zł (wiem, znajoma korzystała), także jeśli była trudna sytuacja w domu to wychowawca pytał czy czasem nie pomoc w załatwieniu dokumentów by móc chodzić na obiady w szkole za darmo itd. Oczywiście jeśli dany uczeń się zgłosił, bo nauczyciele też wszechwiedzący nie są. Przy jakiś wiekszych problemach wychowawca szedł z uczniem do (teraz nie pamietam czy pedagog czy psycholog, w kazdym razie Pani w blond wlosach). Obiady w szkole były smaczne. Czasem elektryka nie stykała (w sali Pani Kułakowskiej spaliło się kiedyś gniazdko jeśli dobrze pamietam). Cóż że sala gimnastyczna nie jest jakoś super to my wiemy, dlatego chodziliśmy na łazienki, biegaliśmy po parku, w sezonie zimowym królowały łyżwy (na które chodziliśmy za darmo). Na 1 roku mieliśmy incydent z nietolerancją na religii (ksiądz Jacek) nazwiska nie pamiętam zwany przez uczniów Jacuś albo Jacek placek. Ale cóż uczniowie na następnych lekcjach sami zaorali księdza biblijnym miłosierdziem i z sali lekcyjnej wyszedł czerwony (zdecydowanie było mu wstyd, ale nie kojarzę by kiedykolwiek przeprosił za swoje wcześniejsze zachowanie). Nie wiem jak w kolbergu jest teraz, bo jak chodziła moja kuzynka mówiła, że demolka np. Toalet była tam na porządku dziennym i że dzieci które tam uczęszczały to był bardziej jakiś zwierzyniec. Jedynie co jeszcze można się przyczepić to do organizacji studniówki (zakupiliśmy nowe obrusy za swoje pieniądze - musieliśmy prasować obrzygane zeszłoroczne w tamtym czasie studniówka w kolbergu bo nie dało się przenieść gdzie indziej) a teraz z tego co słyszałam nie ma już tego problemu. Jeśli moje dziecko kiedyś zdecyduje się na kolberga mam nadzieję, że natrafi na takich samych nauczycieli z pasją ( za wyłączeniem Pani od niemieckiego, bo tego nawet wrogowi bym nie życzyła - Przez nas nazywana Dementor bo gdy się pojawiała wysysała radość z życia, ale na sam dzwiek nazwiska juz ciarki przechodziły).
1,5 godziny to sporo czasu na przygotowanie :) Ale pomijając fakt zimnych sal, w których nieraz siedziało się w kurtce. Co z problemami, które są zamiatane pod dywan, ponieważ liczy się dobre imię szkoły, o którym była mowa we wpisie na Facebooku?
Od rana, ponieważ zakładam że wpis miał miejsce po dyskomforcie siedzenia od godziny 8 w zimnej sali mogło być zimno do godziny 14 mogło się sporo zmienić. Sam kończyłem to liceum 4 lata temu i nauczyciele sami siedzieli w cieplejszych ubraniach. Przeszkoleni może i są co nie znaczy, że używają sprzętu (tablice interaktywne) który jest dostępny.
Nie mam pojęcia kogo zapytano o to, czy jest ciepło ale większość moich znajomych często trzęsła się z zimna, biegnąc do grzejników aby tylko się ogrzać (co za wiele nie dawało). Na drugim piętrze przyznają, że jest zimno ale to nie jest lekki chłód, a bardzo niskie temperatury. A na korytarzu nie wiem w jakim miejscu są 23 stopnie, bo pierwsze co czuć po wejściu do szkoły jest to, że znacznie cieplej od atmosfery na dworze to nie jest. Prawda jest taka, że nie da się wytrzymać przez te niskie temperatury co już widać po samej niskiej frekwencji, a zdecydowana większość rozmów wśrod uczniów dotyczyła tego jak bardzo nie da się wytrzymać przy tak niskich temperaturach. Gdyby nie było zimno to ten post na spotted by nie powstał.