Tegoroczna edycja Szlachetnej Paczki miała swój finał nieco później, bo nie w drugi, ale w trzeci weekend grudnia. Nie wpłynęło to jednak ani na wolontariuszy, ani na darczyńców, którzy ponownie stanęli na wysokości zadania. Tym razem do sztabu “Paczki” rejonu kościańskiego zgłoszono ponad 60 historii rodzin. Po weryfikacji finalnie zakwalifikowano 49 rodzin. To o 16 więcej niż przed rokiem, liderka i wolontariusze mieli więc bardzo dużo pracy. Dotychczasowym rekordem było 39 rodzin. Od aktualnej edycji zaszła też zmiana i to wolontariusze dostarczają paczki. Do tej pory niektórzy darczyńcy zawozili je bowiem wraz z wolontariuszami.
– Wolontariuszy mieliśmy tyle samo, co w ubiegłym roku, było więc co robić. Odwiedzaliśmy wszystkie zgłoszone rodziny, weryfikowaliśmy, czy możemy włączyć je do pomocy. Co ważne, nie było osób roszczeniowych, a głównym powodem nie włączenia było po prostu przekroczenie progu finansowego. Gdy otworzyła się baza rodzin wszystkie dość szybko znalazły swoich darczyńców, co niezwykle cieszy, bo zdarzały się w poprzednich latach przypadki, że poszukiwania trwały do ostatniej chwili – wyjaśnia Anna Bocian, liderka rejonu kościańskiego.
Jak podkreślają wolontariusze, pomagać warto. Wraz z liderką było ich trzynaścioro, ale zaangażowanych było łącznie kilkadziesiąt osób. Pomagali bowiem kierowcy, rodziny wolontariuszy, przedsiębiorcy, którzy zapewnili chociażby posiłki dla wolontariuszy czy opał by ogrzać magazyn, ale też inne osoby chcące dołożyć coś od siebie, by pomóc potrzebującym. - Po raz pierwszy jestem wolontariuszem i nie żałuję tego. Na pewno nie będzie to mój ostatni raz. Pomaganie jest super, zachęcam więc wszystkich, by włączyli się pomoc – podkreśla Michał Grześkowiak, jeden z „pierwszoroczniaków” rejonu kościańskiego. - Jak się w to raz wejdzie, to się nie da wyjść, to tak wciąga – przyznają ci bardziej doświadczeni.
Niestety, zdarzają się też smutne historie. Jedna z zakwalifikowanych do pomocy osób zmarła zaledwie dwa dni przed finałem tegorocznej „Paczki”. Dzwoniąc do darczyńców, by poinformować ich o tym fakcie, liderka usłyszała, że właśnie zakupili sprzęt, który był pierwszą potrzebą dla zmarłego. Niezmiernie się z tego cieszyli. Podjęli decyzję, by zakupione już przedmioty przekazać innym rodzinom, a wspomniany wcześniej sprzęt jako, że nie mógł zostać przekazany innym, udało się zwrócić. Zrozumieniem wykazał się też sprzedający, który słysząc, że zakup dokonywany był na potrzeby „Paczki”, nie robił żadnych problemów ze zwrotem.
W większości przypadków potrzeby, podobnie jak w poprzednich latach, były najbardziej podstawowe. Przede wszystkim to żywność z długim terminem przydatności i środki chemiczne. Oprócz tego darczyńcy kupowali lodówki, pralki, ubrania, meble. Nowością w tym roku były bony na obóz sportowy, ale także na rehabilitację. Nie zabrakło też pluszaków dla dzieci, a darczyńcy nie zapominali nawet o zwierzętach. Tutaj widać trend wzrostowy, ponieważ coraz częściej wśród potrzeb znajdują się te dla zwierząt, jak chociażby karma. Dzięki Szlachetnej Paczce mądra pomoc trafia więc nie tylko do ludzi, ale też ich pupili. W końcu każdy chce spędzić radosne święta w gronie najbliższych, a zwierzęta coraz częściej do tej grupy się zaliczają.
Na wysokości zadania stanęli też w tym roku darczyńcy. Nie było żadnych problemów ze znalezieniem pomocy dla potrzebujących rodzin. – W powiecie leszczyńskim już nie było w bazie rodziny, której mógłbym pomóc, więc wybrałem rejon najbliższy. Z Kościanem i okolicą śmigielską jestem związany, więc bardzo mi to pasowało. Paczkę przygotowywałem po raz pierwszy, choć staram się pomagać. Z żoną zastanawiamy się po prostu gdzie i jak możemy komuś pomóc. W tym roku padło na przygotowanie „Szlachetnej Paczki”. Robiliśmy to rodzinnie, ale pomogli też koledzy z pracy i bliscy znajomi. W sumie około 10 osób – opowiada Piotr Kaube z Leszna. Skupili się przede wszystkim spełnić wszystkie potrzeby wybranej rodziny, ale przyznaje, że dołożyli też coś od siebie, by było im miło w święta.
Przeróżne są też statystyki dotyczące osób przygotowujących paczki. Przeważnie jest to od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. Zdarzył się jednak w tym roku przypadek, w którym w przygotowanie jednej z paczek zaangażowanych było niemal 200 osób. Były jednak też takie, które przygotowywane były rodzinnie, w zaledwie kilka osób. Potrzebujących w systemie jest co roku wiele, a potrzeby przeróżne, każdy może więc włączyć się w pomoc.