Historia małej Marysi z Brenna poruszyła wiele serc, głównie mieszkańców powiatów leszczyńskiego, kościańskiego i wolsztyńskiego. Pomagały też osoby z bardziej oddalonych miejsc. W naszym powiecie wszystko rozpoczęło się od morsowania w Nowym Dębcu pod koniec lutego 2021 roku. Później ruszyła fala pomocy, której finał obserwowaliśmy dokładnie rok temu, 15 listopada. Tego dnia, a raczej nocy, wiadomo już było, że dziewczynka otrzyma "najdroższy lek świata", kosztującą około 9,5 mln. zł terapię, która pozwoli pokonać rdzeniowy zanik mięśni typu pierwszego. Bez tego, dziewczynka nie miała szans na przeżycie.
Koniec zbiórki nie był jednak końcem walki dla Marysi i jej rodziny. Święta Bożego Narodzenia spędzali przygotowując się do pobytu w szpitalu. Swoje pierwsze urodziny Marysia obchodziła w szpitalu. W końcu w styczniu otrzymała terapię genową. Pierwsze efekty widoczne były krótko po podaniu leku, z dnia na dzień jej stan się poprawiał, dziewczynka robiła ogromne postępy.
- Ten rok bardzo szybko nam przeleciał i bardzo pracowicie. Pierwsze postępy zauważyliśmy już 2-3 dni po terapii. Marysia zrobiła coś, czego nigdy wcześniej nie robiła. Sama nawet była zdziwiona. Podniosła nogi do góry i się w nie z zaskoczeniem wpatrywała. To był taki pierwszy krok milowy. Od tego czasu było już coraz lepiej. Dziś sama utrzymuje główkę, siedzi, z podpórką próbuje nawet stać. Przed nami jeszcze jednak długa droga i wiele pracy. Praktycznie codziennie przechodzi rehabilitację, zarówno mięśniową, jak i oddechową. Musi nauczyć się utrzymywać na rękach, by przygotować się do raczkowania i sama siadać - opowiada nam Mikołaj Drożdżyński, tata Marysi.
Rehabilitacja przebiega stopniowo, bo zbyt intensywna przyniosłaby negatywne efekty, ale ważne jest to, że cały czas widać postępy. Rodzina też jest już o wiele bardziej spokojna. Przed podaniem leku każde przeziębienie groziło pobytem w szpitalu. Dziś przeziębienie to zwykłe przeziębienie, może jedynie nieco dłużej trwające, niż u innych dzieci. To ważne zwłaszcza teraz, bo Marysia ząbkuje, a więc pojawiają się podwyższone temperatury, katar, czy kaszel. W przyszłość rodzina może więc patrzeć z nadzieją i dużo większym spokojem, niż jeszcze ponad rok temu.
- Anioły! Po raz kolejny Wam dziękujemy za to czego dokonaliście. Dziękujemy za każdą złotówkę, za każde słowo wsparcia, za każde udostępnienie. Za to, że z nami cały czas byliście i jesteście! - podsumowują rodzice Marysi, Alicja i Mikołaj.
Zobacz też: Udało się! Zebrano 9,5 miliona dla Marysi [ZDJĘCIA]