Tematy związane z promocją Kościana poruszono podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Kościana, przy dyskusji na temat budżetu miasta. Radny Patryk Piasecki zapytał o kwotę 30 tysięcy złotych, o którą zwiększa się budżet Wydziału Promocji. - Jaki jest dalszy pomysł na działanie promocji w mieście? Wiemy bowiem o kolejnych odejściach. Jeśli z podległej mi instytucji odeszłyby w krótkim czasie trzy osoby zrezygnowałyby z pracy, to zapaliłaby mi się lampka. I taka lampka powinna się zapalić. Jak to się ma do organizacji 11 listopada? Trzecia rzecz, to jeśli płacimy za filmik promocyjny, zlecamy go jakiejś firmie, a publikujemy go na prywatnym portalu, u prywatnej osoby, to jest to masakra, jeśli chodzi o Wydział Promocji - mówił radny Piasecki. Odnosił się tu do dwóch spraw. Przede wszystkim, z Wydziału Promocji odeszły już dwie pracujące tam osoby, a trzecie złożyła już wypowiedzenia. Więcej pracowników ten wydział nie ma. Druga sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, dlatego też o niej szczegółowo nieco niżej.
Burmistrz na pierwsze pytania odpowiedział, że odejścia pracowników z Wydziału Promocji to zbieg okoliczności. - Sprawy personalne należą wyłącznie do burmistrza. Nie ma podstaw, żeby pan mnie rozliczał z tego, jakie jest zatrudnienie w Wydziale Promocji. Zbiegły się przypadki losowe. Praca w urzędzie nie jest już taka atrakcyjna, jak kiedyś - odpowiedział burmistrz Piotr Ruszkiewicz. Tyle tylko, że dwie z osób, które już odeszły, zatrudnienie znalazły także w urzędach. Burmistrz jednak nie widzi problemu. - Wydział działa. Mówił pan o masakrze, trochę pan przesadza. Będzie funkcjonował i funkcjonuje, to mój problem i zapewniam, że nic złego się nie wydarzyło - dodał. O uroczystości 11 listopada radny ma się nie martwić. Uroczystości się odbędą, a do tego Ruszkiewicz zapowiedział kilka innych imprez, które mają się odbyć na Rynku. Naboru, żeby zastąpić tych pracowników jednak nie ogłoszono.
Drugim tematem poruszonym przez radnego Piaseckiego była publikacja filmiku opłaconego przez urząd na prywatnym portalu jednego z pracowników burmistrza. Chodzi o filmik nagrany podczas robienia zdjęć dzieciom na Rynku. - Każdy może sięgnąć po materiały miejskie - odpowiedział tutaj burmistrz. Tyle tylko, że te materiały nigdzie nie są dostępne, ani na stronie internetowej urzędu, ani na kanale YouTube urzędu. Film opublikowano tylko na kanale YouTube jednego z kościańskich portali, którego właściciel pracuje dla burmistrza w urzędzie.
- Nie jest tak, że każdy może sobie dowolnie ściągnąć zdjęcia, czy film. Jeśli urząd opublikowałby ten film na swoim kanale YouTube, to wtedy można to ściągnąć. Jednak jeśli jest opublikowany na kanale prywatnej firmy, to występuje konflikt interesów. Podobnie jak z innymi zdjęciami i filmami. Są prawa autorskie - dodał radny Sławomir Kaczmarek.
Co więcej, zachodzi tu podejrzenie o interesowność. Zgodnie artykułem 30 Ustawy o pracownikach samorządowych, "pracownik samorządowy zatrudniony na stanowisku urzędniczym, w tym kierowniczym stanowisku urzędniczym, nie może wykonywać zajęć pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych, wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność oraz zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy. W przypadku stwierdzenia naruszenia przez pracownika samorządowego któregokolwiek z zakazów niezwłocznie rozwiązuje się z nim, bez wypowiedzenia, stosunek pracy z winy pracownika lub odwołuje się go ze stanowiska".
- Filmik jest na naszej stronie i na naszym kanale - twierdzi burmistrz. Nie jest to prawdą, bo na stronie urzędu udostępniono filmik z kanału portalu prywatnego przedsiębiorcy i jednocześnie pracownika burmistrza. Na kanale YouTube urzędu filmiku nie ma w ogóle. Burmistrz bagatelizuje też sprawę podkreślając, że ten filmik nie jest aż tak ważny, by mieć tu jakieś uwagi.
Gdzie tu interesowność? Wyjaśnienie jest dość proste. Publikując filmik na kanale portalu prywatnego i dając odnośnik na stronie urzędu, tak naprawdę uniemożliwia się udostępnianie go w inny sposób. Tym samym, to kanał przedsiębiorcy zyskuje wyświetlenia i ma możliwość pozyskania dodatkowych subskrybentów, a to z kolei przekłada się na ewentualne zarobki. Nawet jeśli filmik nie zarabia, to i tak wartością są tu dodatkowi widzowie i wyświetlenia. Pracownik urzędu publikując film opłacony przez miasto na swoim kanale zyskuje, czyli zachodzi podejrzenie o interesowność.
Za działania urzędnika z myślą o własnym interesie ustawodawca przewidział dość surową karę. Niezwłoczne rozwiązanie umowy z winy tego pracownika świadczyć może o wysokiej szkodliwości takich czynów.