Piotr Mulczyński strażak w PSP w Lesznie i Wiktor Szymanowski nauczyciel w ZSS im. M. Konopnickiej w Kościanie pojechali na zalane tereny, by zawieźć pomoc powodzianom.
Piotra Mulczyńskiego i Wiktora Szymanowskiego można spotkać na kościańskim basenie. Łączy ich pasja do ratownictwa wodnego, ale też chęć niesienia pomocy innym. Dlatego też, słysząc o trudniej sytuacji powodzian, długo się nie zastanawiali, zorganizowali pomoc i osobiście pojechali na zalane tereny zawieźć dary osobom, które dotknęła powódź. Poniżej przedstawiamy przejmującą relację Wiktora z tego wyjazdu.
Pomysł zbiórki zrodził się już w mojej głowie po pierwszym wyjeździe z transportem humanitarnym, który odbył się we wtorek, 17 września. Wszystko, co było opisane w mediach było przerażające, jednak to co zastaliśmy na miejscu pokazało realny ogrom zniszczeń, a także ludzkich dramatów. W środę, po uzyskaniu zgody Dyrekcji Zespołu Szkół im. M. Konopnickiej w Kościanie, napisałem na e-dzienniku wiadomość do pracowników szkoły dotyczącą zbiórki. Jak zawsze moi koledzy i koleżanki nie zawiedli. Do akcji dołączyli również uczniowie naszej szkoły wraz z rodzicami. W międzyczasie dostałem zapewnienie z Rejonowego WOPR, że jako ratownicy dostaniemy auto i przyczepę do transportu. O godzinie 15.00 zamieściłem post na facebooku, gdzie zostały ujęte wszystkie informacje dotyczące zbiórki. Sama zbiórka rosła w siłę, otrzymywałem telefon za telefonem. W domu, w Śmiglu słodkości przybywało, u rodziców w Wyskoci było podobnie. Podczas treningu (1,5-godzinnego) w Racocie, rodzice dzieci z PKS Racot, a także moi znajomi z Tur Turew/RKS II, z którymi na co dzień gram zapełnili darami moje prywatne auto. Produktów było tyle, że gdy zacząłem je zwozić, okazało się, że muszę pojechać kilka razy, aby móc je zabrać do domu. Na szczęście już w nocy wszystko było spakowane. Rano przed ZSS im. M. Konopnickiej w Kościanie wszystko posegregowaliśmy tematycznie, spakowaliśmy do kartonów i opisaliśmy. Spod szkoły pojechałem na kościański basen (MOSiR), który też włączył się w zbiórkę. Kolejne paczki powędrowały do przyczepy. Następnym przystankiem był Urząd Miasta w Śmiglu, gdzie wypełniliśmy auto i mogliśmy wraz z Piotrem Mulczyńskim ruszać do celu, którym było Stronie Śląskie.
Już wcześniej w rozmowie z panią koordynator dostaliśmy zapewnienie, że dostaniemy miejsce w którym zrobimy paczki dla dzieci. Na miejscu już nie było tak kolorowo. Zakorkowane drogi do punktów zbiórki, ogólny chaos logistyczny. „Słodycze zostawcie tam” - usłyszeliśmy od jednej z osób. Spojrzeliśmy na siebie: „O nie, to ma dotrzeć do dzieci”, wzięliśmy się do roboty, zaczęliśmy tworzyć małe paczki. Poprosiliśmy o pomoc kilka osób z Wojsk Obrony Terytorialnej. Pluszak, sok, żelki, cukierki i batoniki - zawijamy i kolejna paczka gotowa. Wszystko spakowaliśmy do auta i pojechaliśmy do punktu informacji przy Urzędzie Miasta, gdzie dowiedzieliśmy się dokąd zostały przeniesione osoby, które straciły dach nad głową. Od razu się tam udaliśmy. Mapa otwarta, trasa przygotowana - dołożyliśmy do niej też adresy ludzi, z którymi nie było kontaktu. O godzinie 22 dotarliśmy do Janowej Góry, gdzie dzięki uprzejmości pana Waldemara mieliśmy do dyspozycji nieodpłatnie dom. Odbyliśmy przez ten dzień sporo rozmów z mieszkańcami Stronia, którzy prosili nas o dotarcie do wszystkich mniejszych miejscowości. W związku z tym, już od rana była przygotowana trasa przez miejscowości położone wzdłuż Białej Lądeckiej i Nysy Kłodzkiej. Rzeczywiście, tam dopiero docierała pomoc. Rozmawialiśmy z sołtysami, mieszkańcami. Resztę słodyczy zostawiliśmy w Gorzanowie - małej miejscowości, ale z wielkim sercem i dobrą organizacją. W drodze powrotnej rzucała się w oczy ilość tirów z pomocą humanitarną - był to piątek, większość punktów już była zapełniona.
Podsumowując zbiórkę, która choć trwała tylko pół dnia - pokazała dobrą organizację i współpracę ludzi. Byłem bardzo mile zaskoczony i zadowolony z tego, ile osób nas wsparło, zaoferowało swą bezinteresowną pomocą, wspomogło materialnie, rzeczowo i duchowo. Dobrych słów było również bardzo wiele. Chciałbym serdecznie podziękować: Rejonowemu Wodnemu Ochotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu w Lesznie, Zespołowi Szkół Specjalnych im. Marii Konopnickiej w Kościanie, Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji w Kościanie, rodzicom i zawodnikom, trenerom Gminnej Akademi Piłkarskiej Czacz/Śmigiel, Tur Turew, PKS Racot, Urzędowi Miasta i Gminy Śmigiel, panu Waldemarowi - właścicielowi Willi ViWaldi w Janowej Górze, wszystkim Wam, którzy pomogliście! Razem możemy więcej! Dobro wraca!
Jak podkreślił nam pan Wiktor, zobaczyć na własne oczy to, z czym zmagają się powodzianie, to zupełnie co innego niż obrazki w telewizji. Dlatego też postanowił podzielić się swoimi wrażeniami. By pokazać, że pomoc jest potrzebna, a z drugiej strony podziękować. Widok zniszczonych domów, ogromu pracy, który trzeba włożyć z odbudowę i sprzątanie, potrafi poruszyć nawet najtwardsze serca. - Najbardziej poruszyły mnie dzieci, bawiące się w gruzach własnych domów. Patyki i kamienie były ich jedynymi zabawkami - podsumowuje.
Zdjęcia: archiwum prywatne
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze