Reklama

Druga grupa kibiców wróciła do domu

13/08/2024 14:37

Druga grupa kibiców z Racotu wróciła z Paryża do domu. We Francji spędzili 10 dni, podczas których kibicowali między innymi naszym siatkarzom walczącym o złoto.

2 sierpnia niespełna 50-osobowa grupa kibiców wyjechała na Igrzyska Olimpijskie do Paryża. Na miejscu zmienili innych kibiców, którzy wyjechali tam wcześniej. Po bardzo intensywnych 10 dniach powrócili do Racotu. Tym razem przyjazd odbył się w nocy. Autokar pod szkołę w Racocie zajechał o godzinie 3.30 we wtorek, 13 sierpnia. Najpierw wysiadł z niego organizator obu wyjazdów, Wojciech Ziemniak, który poinformował, że "misja Paryż 2024 została zakończona sukcesem". Potem zaczęli wysiadać kibice. Późna pora i zmęczenie podróżą zrobiły swoje, bo tym razem rzucania się w ramiona rodzin nie było, ale i tak nie zabrakło wzruszających powitań z rodzicami, rodzeństwem, czy małżonkami. Natychmiast rozpoczęły się też pierwsze relacje z wyjazdu.

- To był mój pierwszy wyjazd na Igrzyska Olimpijskie, ale z panem Ziemniakiem wyjeżdżałam już wcześniej w czasach, gdy uczyłam się w gimnazjum w Racocie. Były to jedna wyjazdy krótsze. Ten wyjazd to przede wszystkim bardzo dużo emocji, wiele się działo, nie było dnia, w którym byśmy czegoś nie robili. Odpoczywaliśmy dopiero ostatniego dnia, co się bardzo wszystkim przydało. Co chwilę byliśmy na jakichś meczach, wydarzeniach, zwiedzaliśmy Paryż. Jest mnóstwo do opowiadania i nawet nie wiem od czego zacząć. Byłam na meczu półfinałowym i finałowym naszych siatkarzy. To było coś niesamowitego. Siatkarze dostarczyli nam bardzo dużo wrażeń, bo jednak w półfinale gra była bardzo zacięta. Gardło mam zdarte - opowiada Gabriela Maćkowiak, bardziej znana mieszkańcom powiatu kościańskiego jako Gabriela Itkowiak.

Reklama

- Było świetnie. Mam prawie pięćdziesiątkę, a to było moje marzenie odkąd zacząłem interesować się sportem, czyli od dziecka. Powiedziałem sobie, że może za mojego żywota tak blisko igrzysk nie będzie, więc warto to wykorzystać. Kiedyś na mojej drodze pojawił się Wojtek Ziemniak i tak się stało, że mogliśmy taką przygodę przeżyć - mówi Rafał Szubert z Biadek w powiecie krotoszyńskim, który do Paryża wybrał się ze swoim synem Antonim. Jak ważny był to dla niego wyjazd może wskazywać to, że jest adiunktem na Akademii Wychowania Fizycznego im. Polskich Olimpijczyków we Wrocławiu, a jednym z jego obszarów badań jest historia sportu. - To tata chciał bardziej jechać, bo od zawsze w tym siedzi. Było bardzo fajnie i dziękuję tacie, że mogłem jechać i panu Wojtkowi. Fajnie było też zwiedzić Wieżę Eiffla, zobaczyć jak wygląda, obejrzeć Paryż - zaznacza Antoni. Byli m.in. na zmaganiach siatkarzy i lekkoatletów, widzieli Natalię Kaczmarek (jedyną polską medalistkę w lekkiej atletyce na tych igrzyskach), oglądali też finał rzutu oszczepem kobiet z Marią Andrejczyk. - Mieliśmy bardzo dobre miejsce, żeby ją oglądać, świetnie wystąpiła w kwalifikacjach, ale niestety finał wyszedł jak wyszedł. Oprócz tego staraliśmy się też zobaczyć jak najwięcej aren tych igrzysk - opowiada pan Rafał. Ojciec i syn jednogłośnie podkreślają, że jeśli będzie możliwość pojechania do Los Angeles na kolejne igrzyska, to z okazji skorzystają.

Reklama

Reklama

Wideo eKoscian.eu




Reklama