W niedzielę w Kokorzynie odbył się festyn dla małego Oskara zmagającego się z poważną wadą serca. Potrzebny jest milion złotych, by chłopiec mógł funkcjonować normalnie.

W sobotę odbyły się wyścigi wraków, o czym pisaliśmy w artykule Wrak Race Kokorzyn, a w niedzielę, także w Kokorzynie zorganizowano festyn dla Oskara. Zorganizowały go trzy mieszkanki miejscowości – Ewelina Nowak, Jolanta Jakubowicz i Daria Donaj. – Stwierdziłyśmy, że trzeba coś dla tego dziecka zrobić. Pomogła nam pani sołtys, mieszkańcy Kokorzyna, pomogli przedsiębiorcy. Kto co mógł, to dał, to pomógł. Wspólnymi siłami to zorganizowaliśmy i nie spodziewałyśmy się, że tyle osób przyjdzie – mówią organizatorki. Wszystko to dla małego Oskara.

Oskar Marciniak urodził się w styczniu ubiegłego roku. Tuż po porodzie wykryto szmery w sercu. Okazało się, że chłopiec choruje na anomalię Ebsteina. – To wada komory serca. Zastawka jest obniżona i prawa komora nie pompuje krwi do płuc. Nasz syn miał już operację, podczas której założono stent, dzięki któremu prawa komora działa. To jednak leczenie doraźnie, ale potrzebna jest operacja, która naprawi zastawkę. Po tym będzie mógł funkcjonować normalnie, nie będzie musiał brać leków, będzie mógł uprawiać nawet trochę sportu – wyjaśnia tata Oskara, Piotr Marciniak.

Operację taką wykonać jednak trzeba w Stanach Zjednoczonych, a jej koszt to około milion złotych. W Polsce istnieje możliwość przeprowadzenia operacji, ale w kierunku serca jednokomorowego. Rozwiązanie to nie pozwala jednak żyć normalnie. Stent znajdujący się w sercu Oskara to także rozwiązanie tymczasowe i nie wiadomo, jak długo wytrzyma. Dlatego też liczy się czas. Założono więc zbiórkę (link TUTAJ), a w pomoc włączyło się wiele osób.

Podczas imprezy atrakcji nie brakowało, co przyciągnęło setki osób. Frekwencja podczas niej była naprawdę spora. O liczbie osób na imprezie świadczyły okoliczne uliczki pozastawiane samochodami. Uczestnicy mogli podziwiać różnego rodzaju pojazdy m.in. BMW, samochody z czasów PRL, potężny Hummer, ciągniki siodłowe; przejechać się dźwigiem, przejechać się bryczką, spróbować swoich sił na strzelnicy. Był pyszny poczęstunek przygotowany przez Koło Gospodyń Wiejskich. Nie zabrakło też zabaw dla dzieci, wozów strażackich i licznych licytacji. – Nie staniemy na tym. Myślimy już o kolejnych imprezach, bo potrzeba jest bardzo duża – zaznacza Jolanta Jakubowicz.

do Góry