1 kwietnia to dzień, w którym nawet najbardziej poważne hasło na murze może być zwykłym żartem… albo żartem tak głębokim, że nikt go nie rozumie – łącznie z autorem.
Prima aprilis świętujemy w tym roku inaczej, bez nieprawdziwych tekstów i urojonych w naszych głowach wiadomości. Mamy dla Was galerię z graffiti, które znajdziemy na ścianach i murach w Kościanie. Bo umówmy się: miejskie ściany to prawdziwa kronika życia. Nie taka oficjalna, tylko ta bardziej szczera – pisana sprayem, flamastrem i czasem chyba emocjami po trzech kawach albo jednej zbyt dużej imprezie.
Na jednym rogu ktoś romantycznie ogłasza światu: „Wera kocham Cię”, a dwa metry dalej ktoś dopisuje: „Ania oddaj bluzę”. I nagle z wielkiej miłości robi się serial obyczajowy.
Bywają też złote myśli: „No time to cry” lub „Życie jest krótkie – jedz zapiekanki”. Trudno powiedzieć, czy to filozofia, czy marketing lokalnej budki z jedzeniem, ale działa – człowiek się zatrzymuje i myśli… albo przynajmniej się uśmiecha.
Dużo do powiedzenia mają również kibice oraz znawcy relacji międzyludzkich nawołujący do działania: „Rząd na bruk. Bruk na rząd”
Nie brakuje też bajkowych klimatów – dziwne stworki, krzywe koty, jednorożce przypominające bardziej ziemniaka z rogiem niż magiczne stworzenie. Gdyby bajki powstawały na murach, dzieci miałyby zdecydowanie bardziej surrealistyczne sny.
Najlepsze są jednak „rozmowy” na ścianach. Ktoś napisze:
„Tu byłem”
ktoś dopisze:
„Po co?”
a trzeci podsumuje:
„Bo mógł”
I proszę – filozofia wolności w trzech linijkach.
Jednak zanim ktoś poczuje nagłe powołanie do bycia „murarzem literatury”, warto przypomnieć jedną, mało zabawną rzecz: pisanie po ścianach i płotach bez zgody właściciela jest zabronione. I to tak całkiem serio, nie na żarty primaaprilisowe. Można za to dostać mandat, a czasem i większe konsekwencje – a wtedy zamiast zostawić po sobie napis, zostawia się… rachunek do zapłaty. Dlatego jeśli wena przychodzi nagle, lepiej zapisać ją gdzie indziej – w notatniku, w telefonie albo w miejscu, gdzie można tworzyć legalnie. Ściany i płoty naszego miasta już i tak mają wystarczająco dużo „autorów”, z których część zdecydowanie powinna pozostać anonimowa. Cóż z 1 kwietnia? Najlepszy żart to taki, po którym nikt nie musi malować całej elewacji od nowa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze