Kolejna grupa kibiców z Racotu pojechała do Mediolanu, by wspierać polskich sportowców podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Podobnie jak ich koledzy i koleżanki z pierwszej grupy, chcieliby zobaczyć, jak któryś zdobywa medal olimpijski.
Kończy się pobyt pierwszej grupy kibiców z Racotu we Włoszech. Nie oznacza to jednak, że nasi sportowcy nie uzyskają ich wsparcia, bo w środę wieczorem do Mediolanu pojechała druga, ponad 30-osobowa grupa. Będzie ona nieco liczniejsza, bo niektórzy dojadą później, a niektórzy już są na miejscu, będzie miał więc kto kibicować. Oczywiście przed wyjazdem nie zabrakło ostatnich wskazówek, wspólnego zdjęcia, wzruszających pożegnań, ale tez bojowych okrzyków.
Doświadczony w kibicowaniu jest już Jan Sankiewicz z Kościana. - Miałem już okazję być na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. To był niesamowity wyjazd, na pewno zapadnie mi w pamięć do końca życia - wspomina. - Ten wyjazd był nieplanowany, bo chodzę do ósmej klasy i rodzice nie chcieli mnie puścić, bo wkrótce egzamin ósmoklasisty, ale niedawno na koncercie spotkałem pana Wojtka Ziemniaka, który zaproponował miejsce. Wtedy rodzice się już musieli zgodzić - opowiada Jan. A na co liczy? - Na pewno na medal. Może w łyżwiarstwie, może w duetach skoków się uda? Na nie właśnie najbardziej chciałbym się wybrać, by zobaczyć jak skoki wyglądają "od środka" - mówi.
Mama Jana, pani Katarzyna, po propozycji senatora wyboru już zbytnio nie miała i musiała zgodzić się na wyjazd syna. - Tym razem nerwów już nie ma. Ekipa jest doborowa, opiekunowie tak samo. Mam tylko nadzieję, że dopisze mu zdrowie, bo w Paryżu trochę szwankowało. Mam nadzieję, że będzie się świetnie bawił i wiem, że wyjazd zapadnie mu w pamięci, a to najważniejsze - podkreśla.
Tym razem opóźnienia nie było i autobus wyruszył chwilę po godzinie 20.00. Kibice na pewno zjawią się na skoczni narciarskiej, ale też podczas innych rywalizacji, warto więc ich wypatrywać podczas transmisji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze