Straż Miejska w Kościanie zyskała nowe narzędzie do walki ze spalaniem śmieci. Z pieców i kominów będą pobierane próbki, których badanie wykaże, czym właściciel nieruchomości pali w piecu.
Wraz z niższymi temperaturami rozpoczął się sezon grzewczy. Tym samym powietrze w Kościanie staje się coraz bardziej zanieczyszczone, a problem ze smogiem zimą pojawia się u nas już od kilku lat. Przyczyną tego jest głównie spalanie w piecach niedozwolonym opałem - tworzywami sztucznymi, przedmiotami gumowymi, szmatami, czy innymi odpadami. Z jednej strony jest to wygodne, ale niezgodne z prawem, a co najgorsze szkodliwe dla zdrowia.
Każdego roku Straż Miejska w Kościanie otrzymuje wiele zgłoszeń o wydobywającym się czarnym dymie z kominów, czy nieprzyjemnym zapachu podczas palenia. Jak się okazuje, w większości przypadków podejrzenia nie mają podstaw, bo symptomy te nie zawsze świadczą o paleniu substancjami niedozwolonymi. Czarny dym powstaje m.in. podczas rozpalania ognia, czy palenia w niskich temperaturach, a brzydki zapach może świadczyć o kiepskiej jakości węgla, którym się pali.
Nadal jednak wiele osób nie stosuje się do przepisów i wrzuca do pieców "co popadnie" o czym świadczą kontrole Straży Miejskiej w Kościanie. Każdego roku przeprowadzanych jest ich kilkadziesiąt i w wielu przypadkach kończy się na upomnieniu właścicieli nieruchomości, ponieważ strażnicy często znajdują odpady w okolicy pieców. Mandatów jest z kolei niewiele, ponieważ rzadko udaje się kogoś przyłapać "na gorącym uczynku".
Strażnicy miejscy mają uprawnienia, żeby wejść na posesję i sprawdzić, co właściciel spala w piecu, ale od tego roku zyskali nowe narzędzie do walki ze smogiem. - Jeżeli będą istnieć uzasadnione podejrzenia, że ktoś pali czymś niewłaściwym, to teraz będzie można pobrać i przebadać próbki - zapowiada Maciej Kasprzak, wiceburmistrz Kościana. Jeśli wykazane zostaną nieprawidłowości, to właściciel nieruchomości nie tylko będzie musiał zapłacić za badanie, a to kosztuje ponad 500 zł, ale sprawa może zakończyć się postępowaniem sądowym i grzywną w wysokości nawet 5 tysięcy złotych.