Państwo Teresa i Lechosław Ratajczakowie obchodzili w październiku 60-lecie małżeństwa. Jak podkreślają, w małżeństwie najważniejsza jest rozmowa i rozwiązywanie problemów.
Pani Teresa i pan Lechosław poznali się na zabawie w Starym Bojanowie. Ona przyjechała na nią z Sierpowa, a on pochodził z Czacza, ale mieszkał już w Kościanie. - Zapytał, czemu pani nie tańczy, nie bawi się. Odpowiedziałam, że nie mam z kim. Do dziś pamiętam te słowa i ich nie zapomnę do śmierci. To był pierwszy raz kiedy wyszłam na zabawę na inną wioskę - opowiada pani Teresa. Po zapoznaniu się od razu między nimi zaiskrzyło. Zabawa bowiem odbywała się w marcu 1964 roku, a już w październiku wzięli ślub. W panu Lechosławie znalazła oparcie i ucieczkę. Jak wspominają, bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze się wspierali. - Wszystkie kłopoty, które nas spotkały razem przezwyciężyliśmy - podkreślają.
Najpierw mieszkali z rodziną pana Lechosława, potem przenieśli się do bloków. W listopadzie minęły 44 lata od tego momentu. Mają dwie córki i sześcioro wnucząt i siedmioro prawnucząt. Obydwoje są w dobrej formie, a pan Lechosław nadal jeździ rowerem i samochodem. Lubi też żartować. - To kochany człowiek, nigdy mnie nie uderzył, chyba nawet nigdy cichych dni nie mieliśmy. Bo trzeba rozmawiać - zaznacza pani Teresa. Pan Lechosław pracował w zakładach Cegielskiego, a pani Teresa zajmowała się chałupnictwem, a potem w wytwórni.
We wtorek państwo Ratajczakowie gościli u burmistrza, Sławomira Kaczmarka, który złożył im życzenia z okazji tak zacnego jubileuszu. Towarzyszyła im wnuczka, pani Monika, która podkreśliła, że dziadkowie mimo swojego wieku są nadal aktywni i są dużym wsparciem dla rodziny. Po życzeniach i wspólnych zdjęciach przyszedł czas na wspomnienia przy kawie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze