Reklama

36-godzinny bieg zakończony!

Zakończył się charytatywny, 36-godzinny bieg Dominika Wolffa i Rafała Walczewskiego. Dokładnie o 16.00 wbiegli na metę, na boisku w Widziszewie. Mocno zmęczeni, wzruszeni, ale zadowoleni, że to już koniec.

Przypomnijmy, że 36-godzinny bieg rozpoczął się w piątek o godzinie 4.00 spod domu Dominika Wolffa w Widziszewie. Na starcie pojawił się też Rafał Walczewski, który zapowiedział, że zamierza biegać z panem Dominikiem przez 36 godzin. Pisaliśmy o tym TUTAJ. Jak zdradził nam na mecie pan Rafał, początkowo nie miał w planach biegać aż tyle, ale skoro zapytaliśmy ile zamierza pobiec, to powiedział że całość, a skoro powiedział, to tak zrobił. Po starcie biegacze odwiedzili kilka miejsc, o czym też pisaliśmy (TUTAJ). W nocy biegali po stadionie w Kościanie, a od rana w sobotę w Widziszewie. Wyzwanie okazało się niewiarygodnie męczące, więc od czasu do czasu robili sobie przerwy. O 16.00 w sobotę przybiegli na metę, którą zlokalizowano na boisku w Widziszewie, a przy okazji odbywał się tam festyn, podczas którego również zbierano pieniądze dla małej Zosi z Kobylnik. Po dobiegnięciu, wielu uściskach, chwilach wzruszeń przyszedł czas na jeszcze jedną pętlę honorową wokół boiska, wraz z uczestnikami festynu.

- To był mój najtrudniejszy bieg w karierze. Było mega trudno, mega dużo kryzysów, mega dużo wątpliwości, ale dzięki Rafałowi biegło się dużo lepiej. Pierwszy kryzys pojawił się w Kościanie na stadionie. Do tego wiał strasznie wiatr, przeraźliwie zimny. Na zmęczeniu odczuwaliśmy to dużo mocniej, było strasznie. Chciałem się zdrzemnąć chwilę, niestety nie udało mi się usnąć, żeby odpocząć. Były długie przerwy, przebiegłem mniej, niż podczas biegu 24-godzinnego. To miała być oczywiście zabawa, ale plan też był założony i niekoniecznie udało się go osiągnąć. Jest wiele rzeczy do poprawy, ale traktuję to jako naukę na przyszłość - podsumowuje Dominik Wolff. Najbardziej cieszy się, że nie doznał żadnej poważnej kontuzji. Zaprasza też na "live'a" na facebooku (Domin Team) o godzinie 18.00 w niedzielę.

Reklama

- Ja kryzys miałem praktycznie co godzinę, ale kryzysy trzeba rozbiegać, więc po prostu biegłem do przodu. Wiatr cały czas przeszkadzał, kolano jak nie prawe, to lewe bolało. Najgorsza była noc, bo wtedy odczuwało się największe zmęczenie. Ale jak mówiłem, wszystko trzeba rozbiegać - opowiada Rafał Walczewski. Na mecie wyglądał nieco lepiej od pana Dominika, być może to zasługa tego, że z jego twarzy nie schodził uśmiech ani na chwilę. Jak dodaje, w niedzielę rano jedzie jeszcze na grzyby, więc na odpoczynek za wiele czasu nie będzie. Obiecał rodzinie, więc o 5.00 trzeba będzie wstać i jechać.

Na mecie bardzo rzucał się w oczy brak przedstawicieli władz lokalnych. W ubiegłym roku (przed wyborami) chętnie wspierali wyzwanie Dominika Wolffa, w tym roku znacznie słabiej. Była za to rodzina małej Zosi, dla której także były to wzruszające chwile. - Odczucia super, bardzo fajna inicjatywa, która kosztowała Dominika bardzo wiele wysiłku, a zrobił to dla Zosi. Jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Jemu i współorganizatorom, bo cały dochód przeznaczony zostanie na rehabilitację Zosi. Pieniądze są bardzo potrzebne. Potrzebne są turnusy rehabilitacyjne, na które jeździmy kilka razy do roku do Warszawy, terapie codzienne, sprzęt medyczny. Potrzeby cały czas rosną i są duże - podkreśla Nadia Fornalczyk, mama Zosi. Dziewczynce można pomóc poprzez fundację "Zdążyć z Pomocą" wpłacając darowiznę, albo przekazując 1,5% podatku.

Reklama

Plany na przyszłość pan Dominik już ma. Pomysły na kolejne akcje są różne. Przejechać rowerem dookoła Polski, przebiec Polskę na przykład z północy na południe, a być może maraton z ułożeniem jak najwięcej razy Kostki Rubika podczas biegu.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/09/2024 11:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo eKoscian.eu




Reklama