Close

11 czerwca 2018

Przytrzasnął rękę policjantowi? “Potraktowali mnie jak śmiecia!”

Kościaniak, Wiesław Mojs, został oskarżony o naruszenie nietykalności policjanta. Miał przytrzasnąć drzwiami rękę funkcjonariuszowi.

Oskarżony nie zgadza się z zarzutem i sam twierdzi, że policjanci źle go potraktowali. Pan Wiesław został oskarżony o to, że 3 listopada 2017 roku naruszył nietykalność funkcjonariusza w ten sposób, że uderzył go drzwiami w rękę, czym spowodował stłuczenie przedramienia. W poniedziałek, 11 czerwca, odbyła się pierwsza (i nie ostatnia) rozprawa przeciw Wiesławowi Mojsowi.

Jak zeznaje oskarżony, był to piątek, około godziny 19.30 na os. Piastowkim. Pan Wiesław Przebywał na dworze i w pewnym momencie zauważył, patrol policji zaczepiający jakiegoś chłopaka. – Stanąłem więc we wnęce klatki schodowej i zacząłem nagrywać to telefonem – opowiada. – Po skończonej przez policjantów interwencji zacząłem się wycofywać i otworzyłem drzwi do klatki. Wtedy podleciał do mnie policjant, pociągnął mnie i próbował odebrać telefon. Po chwili zostałem skuty w kajdanki i “zglebowany”, a głowę przyciśnięto mi do ziemi butem. Zostałem też potraktowany gazem i czułem też, że ktoś wygina mi palce u rąk – zeznawał. – Potraktowali mnie po prostu jak śmiecia! – mówił oburzony. 

Następnie został przewieziony na komisariat. – Tam dostałem z kolana upadłem. Leżałem kilka minut i cały czas  byłem skuty kajdankami – twierdzi pan Wiesław. Przebadano go dwukrotnie na obecność alkoholu w wydychanym powietrzu. – Po chwili zjawił się policjant, bym podał mu numer PIN telefonu, by mógł usunąć nagranie. Nie podałem, bo nie pamiętałem. Zostałem zamknięty na całą noc, a około 7 rano znów zbadano mnie alkotestem i później znowu, mimo że pokazywał on wynik 0,0. Później przedstawili mi zarzut naruszenia nietykalności policjanta, z czym się nie zgodziłem – opowiada. W międzyczasie zadzwoniła również jego żona, która podała numer PIN i udało się odtworzyć nagranie. – Wtedy przyszedł komendant i po obejrzeniu interwencji nie był wcale zadowolony – zaznacza Wiesław Mojs. – Potem powiedzieli, że wystawią mi dwa mandaty i  że jeśli się nie zgodzę to nie wyjdę, więc je przyjąłem – mówi Mojs.

Podczas posiedzenia zeznawał też funkcjonariusz, którego ręka miała być przytrzaśnięta drzwiami, choć jak zaznaczył, nie pamięta już szczegółowo całej interwencji. – Zostaliśmy wezwani do pomocy pieszemu patrolowi zajmującemu się obywatelem, który nie stosował się do poleceń. Były tam też inne osoby, w tym oskarżony, który krzyczał “k**a zostawcie go, on nic nie zrobił” – relacjonował. Pan Wiesław miał podejść zbyt blisko funkcjonariuszy i wyciągnął telefon nagrywając interwencję, został więc wezwana do odsunięcia się. – Po zakończeniu chciałem do niego podejść celem wylegitymowania, ale wbiegł na klatkę schodową, więc ruszyłem się za nim. Szybkim i agresywnym ruchem zamykał drzwi od klatki i przytrzasnął mi rękę, po czym zaparł się nogami i ścianę. Nie mogłem uwolnić ręki i musieli pomóc mi koledzy – przedstawiał swoją wersję policjant. Jak dodał, oskarżony przez cały czas był agresywny. – Cały czas powtarzał, że ma nagranie i mnie zwolnią. Później jednak zaczął przepraszać, twierdził że za dużo wypił i że nie chce problemów. Więcej nie pamiętam – zeznał.

Oskarżony oczywiście nie zgadza się z tą wersją wydarzeń. Jego obrońca wskazał, że drzwi do klatki schodowej posiadają mechanizm zabezpieczający przed zbyt szybkim zamykaniem (by nie trzaskały) i nawet używając znacznej siły potrzeba około 8 sekund, by je zamknąć, co nie zgadza się z nagraniem. Wskazuje też na różnice w budowie ciała pomiędzy oskarżonym, a funkcjonariuszem, który jest nie tylko wyższy, ale też cięższy, więc nie powinien mieć problemów z odepchnięciem drzwi. Obrońca zwrócił również uwagę na to, że zmieniono treść zarzutu. Pierwsze mówiło o przytrzaśnięciu ręki drzwiami, a drugie o uderzeniu w rękę.

Niestety podczas posiedzenia nie udało się przesłuchać pozostałych świadków, więc postanowiono wyznaczyć kolejny termin na październik. Po wysłuchaniu świadków odbędzie się też eksperyment procesowy na miejscu zdarzenia.